Dzisiaj jadąc do pracy o nieprzyzwoitej porze 8:30 =] uderzyła mnie myśl Boże ja… jadę… sama… samochodem… i żyję. Matko z córką ja mam samochód… jadę nim do pracy… Jezu proszę żeby to nie był sen… proszę… bardzo ładnie proszę…
Chyba nie jest skoro on tam stoi… przed biurem… blyszczy w słońcu. Trochę brudny, ale co tam. Czasem patrzę na tego czerwonego gracika i nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Mam samochód, jeżdżę nim gdzie mi się podoba. Nawet miałam jedna stłuczkę. Nie z mojej winy oczywiście =]
Dziwne… wsiadam do samochodu i jadę. Nie stresuje się… po prostu jadę. Pełny automat. Jedynaczka ruszam, dwójeczka przyspieszam, potem trójka, czwórka i piątka. Mknę niczym mały odrzutowiec… bardzo mały odrzutowiec =P
Cholera jak ja kocham to uczucie =D
skomentuj (5)